Niczym nowy, pachnacy zeszyt. (Najlepiej w niebieska kratke – te najbardziej w szkole lubilam, moze ze wzgledu na moje calozyciowa walke z chaosem wewnetrznym i zewnetrznym. Kratka dawala mi uczucie symetrii, porzadku i jakos latwiej mi sie w tej kratce pisalo. Lubilam zarowno matematyke, jak i jezyk polski – tylko sam proces pisania powodowal ze bolala mnie reka, pismo stawalo sie krzywe, bardziej pochyle, rozlane w rozne strony i czesto pod ocena, pojawiala sie bezwgledna uwaga strofujaca na czerwono „PISMO!!!!”. Kratka trzymala moje pismo w wiekszej dyscyplinie, stad moze ten zeszyt w kratke byl tak ulubiony. Gladkich nie lubilam, (zdecydowanie!). Mimo liniuszka kory mozna bylo podlozyc pod ta biala kartke – liniuszek mial tendencje do giniecia, przyciagal plamy i kleksy – najwiecej klopotow bylo z tymi gladkimi zeszytami uzywanymi do biologii. Tak mysle z perspektywy czasu ze te nieszczesne komorki lepiej by sie rysowaly w zeszycie w kratke niebieska.)

A wiec ten nowy rok niech  bedzie tym pustym zeszytem w kratke, gdzie duzo miejsca na zycie, ale niech juz tam bedzie niebieska kratka wypelnione jaks struktura i doswiadczeniami lat 40 przezytych po dwoch stronach oceanu i w dwoch jezykach. Niech tak kratka trzyma mnie w dyscyplinie i nie pozwoli na ta kasliwa czerwona uwage, nawet jesli mialaby byc napisana przez mnie.

Niech te dobre momenty z przeszlosci beda mi ta linia pozioma i kierunkiem, niech mi pomaga zyc rowno, systematycznie i swiadomie. Kiedy wiec czulam sie w zyciu najbardziej spelniona i szczesliwa?

1. Zdecydowanie podczas spotkan z bliskimi i kochanymi ludzmi. Gdy moglam byc im w czyms pomocna, gdy mialam okazje nawiazac bliski, szczery miedzyludzki kontakt. Jednymi z moich najwspanialszych wspomnien z mlodosci byly wyprawy do rodziny Ruminskich.

(Rodzina Ruminskich skladala sie z dwoch staruszek – Pani Maryni i Pani Urszulki, oraz staruszka Wuja Andrzeja. Wuj Andrzej nie byl naszym prawdziwym Wujem, byl przyjacielem naszego dziadka, ktorego zaadoptowalismy do Rodziny. Wuj Andrzej reprezentowal wszystkie charakterystyki powojennej arystokracji krakowskiej. Chodzil w wytwornym welnianym plaszczu i kapeluszu, aczkolwiek mocno podjedzonymi przez mole. Mieszkal w starej przepieknej willi nad Wisla przy ulicy Ksiecia Jozefa, w ktorej w katach krolowaly zacieki, a stary parkiet zzarty byl zebem czasu i wieloletniego brudu. Na dawno-bardzo-dawno-malowanych scianach o nie- wyraznym-zoltawym  kolorze wisialy przepiekne stare obrazy. W domu krolowal tez wielki, poldziki, czarny kot, o imieniu Macius, ktory siadal tylko na kolanach Pani Marynii.

Raz w roku Wuj Andrzej wydawal imieniny odbywajace sie na  dziewietnastowiecznej porcelanie z roznych kompletow, na ktorej podawane byly kremowki i paszteciki z Cracovii. Cracovia w czasach mojej mlodosci uchodzila za jedna z najbardziej ekskluzywnych kawiarnii krakowskich. Pod koniec zycia Wuj Ruminski zlamal biodro, Pani Marynia nic prawie juz nie widziala, a Pani Urszulka miala bardzo zaawansowana demencje i zyla sobie calkiem radosnie w poczatkach XX wieku. Chodzilam wiec czesto do tej rodziny, pomagalam gotowac rosol, palalam checia blizszego spotkania z mlodym lokatorem wynajmujacym pokoj w tej willi, palilam z Wujem kiepskie papierosy i sluchalam wojennych opowiesci, z ktorych wiekszosc zdarzyla sie w Wuja wyobrazni. Wiem ze te wizyty sprawialy i mnie i tamtej Rodzinie wiele radosci, i sa jednym z moich szczesliwszych i magicznych wspomnien z czasow studenckich. Kazdu egzamin z trudnej chemii zdawalam zreszta dzieki bardzo intensywnym modlitwom Panii Marynii. Mysle ze kiedy robilam doktorat z rownie trudnej chemii, Pani Marynia wstawiala sie wciaz mocno za mna. Doktorat amerykanski byl zdecydowanie latwiejszy dla mnie niz studia magisterskie w Polsce, pewno dlatego ze Pani Marynia mogla te modlitwy szeptac Bogu juz bezposrednio do ucha. Bo o tym ze Pani Marynia dolaczyla do rzeszy cichych i nieznanych swietych nie mam zadnej watpliwosci.)

2. Szczesliwa bylam tez podczas pracy w ogrodach. Nie lubie za bardzo gotowac, sprzatac w domu – uwielbiam prace w ziemi. Wczesna wiosna lubie wygrzebywac stare liscie spod krzakow, grabic wszystkie gnijace odpady, uwielbiam ten zapach budzacej sie do zycia przyrody – niestety ten sezon ogrodniczy trwa tutaj krotko, w czerwcu zaczynaja sie wsciekle upaly z wilgocia, okoliczne jelenie delektuja sie systematycznie wszelkimi moimi uprawami, a w komarach odzywa sie odwieczny zew krwi, z ktorym moja krew byla zawsze bardzo mocno sprzezona, niezaleznie czy zew ten wydawaly komary polskich Mazur, czy tez komary amerykanskie, ktore ponoc do naszego Marylandu dotarly z dalekich Chin w starych oponach, i moze przez to sa takie wsciekle szybkie i bolesnie kasliwe. Nasz domu jednak stoi wsrod starych lisciastych drzew, wiec lisci do wygrabiania jest co niemiara!

3. Szczesliwa bylam czesto podczas moim powrotow do Boga. Bog w przeszlosci dotykal mnie pieknym kazaniem, inspirujaca historia, piekna ksiazka, jakas gleboka rozmowa. Najczescie te spotkania z Bogiem odbywaly sie poza strukturami jakiejs okreslonej teologii, oraz poza murami kosciolow, czesto bardzo nieoczekiwanie. Te najglebsze spotkania z Bogiem przezylam w przeszlosci na nartach wsrod niesamowitej, dziewiczej bieli swiezego sniegu, nad lozeczkiem mojego spiacego dziecka, podczas pokojowych, zgodnych dyskusji teologicznych z moim mezem ( zdecydowanie nie bylo spotkan z Bogiem wtedy kiedy zarlismy sie na tematy wyzszosci jednaj religii nad druga), w metrze podczas krotkiej rozmowy z bezdomna kobieta.  Zadziwiajace ze te momenty spotkan sa nieuchwytne, ulotne i nastepuja w momentach gdy we mnie trwa cisza i spokoj. Kiedy o tym tak mysle to dochodze do wniosku, ze byly to chwile mojego najbardziej glebokiego szczescia.)

4. Szczesliwa bylam podczas duzych wysilkow intelektualnych, podczas interesujacych projektow, kiedy cieszyl mnie sam proces tworzenia, myslenia – a nie martwil mnie koncowy wynik, ani tez nie mialam nad soba tego pregierza malej ilosci czasu.

5. Szczesliwa bylam bardzo gdy czulam sie wysportowana, zdrowo odzywiona, zadbana. Czesto to samopoczucie mialam po solidnym wysilku fizycznym, po zdrowych posilkach obfitujacych w warzywa i owoce, po dobrze przespanej nocy.

6. Czulam sie bardzo dobrze podczas rozmow z pewna, madra, starsza kobieta pelna empatii, ktora uswiadomila mi koncept tzw. wise mind – madrego umyslu. Umyslu, ktory charakteryzje sie balansem pomiedzy intelektem a emocjami, gdzie te dwie strony myslenia pracuja harmonijnie, i jakby sie uzupelniaja, trzymajac sie w tej chemicznej rownawadze, opisanej dwoma strzalkami skierowanymi w obie w strony. Kiedy emocje staja sie zbyt natarczywe, zaczynaja mna rzadzic, madrosc powinna wlaczyc intelekt i doprowadzic te emocje do rownowagi. Kiedy z kolei zycie intelektualne staje mi na przeszkodzie, praca, projekty, wyniki zagluszaja ta moja wewnetrzna intuicja, milosc, emocje – czas na rozluznienie intelektualnej dyscypliny, i czas na wlaczenie ( w moim przypadku) mojej polskiej duszy. Bo juz dawno doszlam do wniosku, ze kiedy funkcjonuje w jezyku amgielskim i w moim amerykanskim zyciu to jestem intelektem, w jezyku polskim i zyciu rodzinnym jestem bardziej emocjami.

Piszac tak sobie o tym moim czystym zeszycie w kratke, mysle ze ta kratka to nie tylko moje doswiadczenia z 40 przeszlych lat mojego zycia, ale tez wszystkie uwarunkowania mojego zycia tu i teraz. Nie jest to zeszyt tylko w linie moich doswadczen i umiejetnosci – jest to zeszyt tez oznaczony emigracja amerykanska, zyciem z dala od mojej rodziny, zyciem w kulturze, ktorej nie mam w krwi, a ktorej musialam sie nauczyc. Te uwarunkowania, sa jak te kreski poprzeczne w zeszycie w kratke – nie da sie pisac tego zycia tak bardzo plynnie po tych poziomych liniach, ale przeciez pomiedzy tymi kratkami jest tyle wolnego miejsca, tyle mozliwosci. Zreszta zeszyt w kratke byl zawsze moim ulubionym zeszytem!Zeszyt w kratke


Mam wielka nadzieje ze kiedy zamkne ten zeszyt (w kratke- oczywiscie!) na koncu roku 2009, z radoscia bede sobie mogla postawic tam sobie czerwone serduszko swiadczace ze byl to szczesliwy rok. Mam wielka nadzieje ze nie bede miala tej (wiecznie mnie gnebiacej) pokusy aby strony gorszych dni podsumowywac kasliwa, czerwona uwage PISMO!!!,  Bede sie starac aby z nadzieja odwrocic te strony, wierzac, ze mimo kiepskiego dnia, nowa kartka jest kolejnym poczatkiem, i obiecuje ze na tej kartce gorszego dnia postawie sobie zielona, czterolistna koniczynke nadziei ( nie wstretna ,czerwona gruba dwoje, czesto jeszcze podkreslona dwa razy jak to robila zlosliwa pani Lucyna Bak, ktora w pierwszej klasie stwierdzila ze nie nadaje sie do normalnej szkoly i powinnam uczyc sie w szkole specjalnej. Na marginesie tych wspomnien, ciekawa jestem ile zdolnych- inaczej dzieci, tak zostalo zdiagnozowanych w latach 70 polskiej edukacji?).

Wszystkim wiec zycze dni znaczonych czerwonym serduszkiem, i zielonymi koniczynami, niech nas nie przesladuja czerwone, kasliwe uwagi samokrytyki w tym Nowym Roku, a ta pierwsza strona Nowego Roku niech daje nam nadzieje na piekny nowy zeszyt(w kratke!) zycia w 2009 roku!!!