Amerykanski dom przepieknie przystrojony, tradycyjne potrawy na stole, mili goscie, piekne koledy, pasterka… Powinno byc szczesliwie, ale dlaczego w gardle taka wielka bula, a oczy wilgotne? Dlaczego te wspomnienia takie natarczywe? Dlaczego tam i wtedy a nie teraz i tutaj? To znaczy teraz i tutaj dla mojego dziecka i oby trwalo jak najdluzej – ten spokoj i szczescie dziecinstwa. Aby byl mu podstawa i podpora na cale dorosle zycie…Patrze na swojego syna i widze ze w doroslosc wchodzi spokojny, usmiechniety, pelen akceptacji siebie….Juz nie chlopak i jeszcze nie calkiem mezczyzna. Zdecydowanie juz swoj, a nie moj….A wiec robie co moge, aby nowe wspomnienia budowac…Spokojna akceptacja i nawet momentami radosci.

Jutro juz bede w moim menedzerskim garniturze amerykanskiej dyscypliny, usmiechnieta, pelna pomyslow i energii. Professional and structured. Bez metafizycznego kleszcza wszczepionego w moj mozg…

Pogode mamy dziwna – prawie letnia.. wietrzna i wilgotna. Samopoczucie takie jak podczas chalniakow krakowskich. W domu wszyscy zakatarzeni i chorzy, z wyjatkiem mnie. Udalo mi sie jednak opuscic ten szpital i wyjsc na bardzo dlugi spacer. Przy okazji udalo mi sie tez zgubic samochod…Tak, zgubic samochod, to potrafie tylko ja. Zaparkowalam, i zapomnialam gdzie. Udalo mi sie go znalezc po 30 minutach bardzo energicznych poszukiwan…Udalo mi sie tez w Wigilie dostac mandat. Za przekroczenie predkosci w drodze do pracy. Ja, ktora do sama do pracy jechalam moze 10 razy w tym roku. Ja, ktora awanturuje sie codziennie z moim M. aby jezdzil wolniej i ostrozniej. Ja, ktora z radoscia odbieralam koperte z wiadomoscia o mandacie bedac przekonana ze jest to mandat dla G., szykujaca sie z wielka satysfakcja i kasliwie oglosic – „A nie mowilam Ci tysiac razy abys jezdzil wolniej”. Ale nie, lapanka nastapila w ciagu tygodnia gdy M. mial szkolenie, a ja OSTROZNIE jechalam sama do pracy. Nie ma sprawiedliwosci na tym swiecie….:)