chudne blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2009

Mimo ze w moim marnym ogrodku (podgryzanym przez okoliczne jelonki) zonkile pchaja sie na swiat, wlasciwie juz wylazly calkowicie, tylko wciaz wahaja sie z otworzeniem tych dlugich pakow bo zima uparcie do nas wraca, i to najczesciej po dniu cieplejszym, dajacym nadzieje na rychla wiosna. I mnie te wahania temperatur, te fronty i cisnienia zmieniajace sie doprowadzaja do stanu maksymalnego zmeczenia. Pisze ta notke prawie na koniec weekendu, i mam jakies takie uczucie ze ani za dobrze nie odpoczelam, ani tez wiele nie zrobilam. Ale, przeciez bylismy z M. na bardzo dlugim spacerze wzdluz pieknego potoku, (wciaz w polowie zamrozonym), siedzielismy na pniakach i lapalismy calkiem cieple promienie lutowego slonca. Bylo nam dobrze i blisko ze soba, chwile te zapamietalam i zawekowalam na starosc.

 Ugotowalam gar golabkow oraz mniejszy garnek bigosu, znow ugotowalismy chili ( dziecko-prawie-dorosle  je to chili nalogowo, a zdrowe wiec gotujemy co tydzien). Wyblagalam zeby zadnych paczkow nie kupowac i na ostatki nasmazylam racuchow. Rozmawialam z kuzynka z Luxemburga (prawie dwie godziny), rozmawialam z mama ( 70 minut) , czytalam wiersze Szymborkiej, bylam z dzieckiem (prawie doroslym)  u fryzjera, ktory obcial mu przez rok zapuszczane wlosy. (Dziecko mi wydoroslalo jeszcze bardziej i wyprzostojnialo!)  Wiec mimo wszystko zajeta bylam bardzo, ale jakos tak czuje sie jak mucha w jakiejs mazi. Marzy mi sie urlop, jakas wyprawa w gory ale prawdopodobnie nastapi to dopiero w okolicach Swiat Wielkanocnych.

Tymczasem pomalu wchodzimy w okres Wielkiego Postu. Podczas tych kilku ostatnich lat kiedy „eksperymentowalismy” z wieloma kosciolami protestanckimi, brakowalo mi bardzo tej cyklicznosci koscielnej w ktorej wyrastalam w moim w starym Krakowie.  Te ostatnie lata uczesnictwa w kosciolach roznych denominacji uswiadomily mi z olbrzymia sila, ze jestem uczulona na wszelaki fanatyzm (niezaleznie od wyznania),  glupote i niedojrzalosc religijna ( ktora niestety szerzy sie w wielu ewangelickich wyznaniach), oraz to ze coraz mocniej wierze w Boga, ktory nie pozwala mi sie zamknac w zadne ramy wyznaniowe. Moj Bog domaga sie i mojego intelektu i moich uczuc z jednakowa sila. Dlatego tez postanowilam ze w czasie tego Wielkiego Postu bede sie starala wiecej obcowac z Bogiem, zarowno intelektualnie, jak rozwniez przez zaangazowanie moich emocji w modlitwe i medytacje.

chudne

1 komentarz

-0.5 kg do tylu. Jestem zadowolona bo byl to moj PMSowy  tydzien, i wlasciwie przez 3 dni nie bylam wcale zmobilizowana.

Pracuje w tym tygodniu nad strata 1 kg. W przyszly czwartek kolejny raport!

Dreczacy PMS (ale, ale nie wydarlam sie na nikogo! chociaz ta powsciagliwosc kosztowala mnie prawdopodobnie okolo 600 nadmiernych kalorii spozytych w formie czekolad i kanapek:(). Bylam niedospana, zmarznieta i zupelnie niekonstruktywna – tysiace rzeczy do zrobienia, brak sil na cokolwiek i w rezultacie kompletnie rozmamlany dzien. Powinnam byla sobie wszystko odpuscic, wziac goraca kapiel i zasnac. Moj syn zaprosil kolege na dwa dni, i chlopcy wpadli na genialny pomysl, aby nie spac cala noc, a o 4 rano wyruszyc pierwszym autobusem do najblizszego miasta. Jak zaplanowali tak zrobili, ale ich nocna aktywnosc  wybudzila mnie ze snu kilka razy.

Dzis rano, kompletnie rozbita, zbieralam sie do pracy i…przypomnialam sobie ze mam chyba 30 „chorobowych” dni uzbieranych, okolo 30 dni urlopu i naprawde w taki jak dzisiejszy dzien powinnam zostac w domu i dojsc do rownowagi. Jak pomyslalam tak zrobilam, siedze teraz z maseczka na twarzy zrobiona ze smietany i miodu (cudo na zimowe miesiace), ktora to recepture znalazlam w ksiazce pt „Jak byc piekna” ze 30 lat temu (biblia moich wczesnych lat nastolatkowych. Jedna z receptur z tego dziela wydanego chyba w latach piedziesiatych oparta na drozdzach i soku z cytryny calkowiecie spalila mi moja 13-letnia twarz! Pamietam ze straszliwie chcialam wtedy byc piekna, przed jakas z pierwszych moich randek, nakladalam na twarz jakis mazidla a skutek byl taki ze na randke poszlam ze straszliwym uczuleniem i czerwonymi plamami.)

A wiec siedze z ta smietana i miodem na twarzy i…

……wymienilam juz okolo 20 e-maili pracowych, napisalam dwa listy, rozmawialam z jednym z moich pracownikow, umowilam sie na jutro na spotkanie, a o 1 po poludniu, bede uczestniczycv przez telefon w wiekszym spotkaniu.  Jutro sie zmobilizuje i zloze to podanie o prace z domu – narazie jeden dzien w tygodniu. Jak mi moje menedzerowanie bedzie dobrze szlo z domu to poprosze o dwa. I juz sie na ta perspektywe straszliwie ciesze!!!!!!





Chili

1 komentarz

Mielismy gotowac razem. Ja mialam pojechac do jednego sklepu aby przywiezc wszystkie warzywne produkty, M. do drugiego (w sasiednim miescie) aby przywiezc wolowine co wczesniejszej po polach chodzila i trawe zarla, bo ta zwykla supermarketowa smierdzi mi hormonami ( wiem ze sobie to wymaslilam!). Ja sie troche zagapilam, M zdazyl objechac juz do tego swojego sklepu i wraca z pieknymi 12 rozami dla mnie.

U nas w domu rodzinnym kwiatkow sie nie dawalo, i sie nie dostawalo, a jak sie dostawalo to nioslo sie je na cmentarz, wiec ja troche sie irytuje w srodku ze te kwiatki takie niepraktyczne, no ale coz wycalowalam, podziekowalam, i zbieram sie do wyjscia po swoje zakupy.  Przed wyjsciem sugeruje – jak mi poddusisz to mieso na patelni ( bez zadnej oliwy!) to jak wroce to wrzucimy do warzyw i chili bedzie gotowe raz -dwa! Jakie mieso? – pyta w odpowiedzi moj M.

Mam 12 pieknych czerwonych roz, przywiezionych z sasiedniego miasta ze sklepu z zywnoscia organiczna! Chili natomiast jest z hormonami.

PS Emka, nie widzialam wczesniej Twojego pytania o fryzjerke. Moja Effi urzeduje w Bubbles przy Wisconsin Ave. w Bethesdzie. Wrzuc w Googla to dostaniesz dokladne namiary na to miejsce. Zapewniam Cie ze Effi Ci powie ze jestes SZIK!!!, na koniec.

Usciski Walentynkowe dla wszystkich odwiedzajacych moj blog!

Dzien zaczal mi sie bardzo milo:

Buziak Waentynkowy od meza, z obietnica wieczornego kina i kolacji przy swiecach w restauracji. kino przyjme, kolacje sprobuje zamienic na kawe w ksiegarni. Ugotuje cos dobrego dla calej rodziny z tej okazji. Nie cierpie restauracji w przeciwienstwie do mojego M.

Bardzo sympatyczna rozmowa z Mama, ktora powiedziala ze bardzo mnie kocha. Nigdy w dziecinstwie tego nie slyszalam, milosc rodzicow do mnie zawsze byla uwarunkowana moimi sukcesami. Zawsze musialam bardzo ciezko pracowac na pochwaly, nigdy nie czulam ze moge byc kochana po prostu za to ze jestem. Koncept milosci bezwarunkowej odkrylam gdy urodzil sie moj syn. Macierzynstwo  wydobylo ze mnie takie poklady milosci, o ktorych nie wiedzialam ze moga istniec.

Kocham swojego M. teraz chyba bardziej niz kiedykolwiek w przeszlosci. Wiem ze On mnie bardzo kocha. Teraz juz wierze ze bylismy sobie przypisani. Wiem ze moge zawsze na Niego liczyc w kryzysowych sytuacjach. Przeszlismy wiele raze przez ostatnie 20 lat. On chyba potrafi mnie kochac miloscia bardziej bezwarunkowa niz ja Jego, moze wlasnie dlatego ze On doznal tej bezwarunkowej milosci od swojej Mamy, ja nie. Szczerze mowic (choc nie latwo mi sie do tego przyznac) ja chyba w tym zwiazku jestem osoba trudniejsza, gdyz miotaja mna emocje, leki tesknoty i nie do koncza odnalazalam sie na tej emigracji. Moze tak naprawde to nikt nie odnajduje sie na emigracji, moze dla wszystkich emigracja rowna sie z obrosnieciem w nowa skore, w nowe myslenie? Proces , ktory wymaga czasu i wysilku. Gdybym moze byla starsza gdy wychodzilam za maz, rozumiala siebie lepiej, wiedziala czego w zyciu chce, to moze uniknelismy tego strasznego kryzsu dwa lata temu.

Ide gotowac Chili!

Przede wszystkim dziekuje moim wirtualnym wspieraczkom. Dziele sie tez z Wami z pokladami mojego pozytywnego myslenia, ktore ostatnio sobie magazynuje, i z resztkami mojej fizycznej energii. Otworzylam bloga dzis w pracy, komentarze przeczytalam no i zmobilizowalam sie – doczlapalm na tego Weight Watchersa, bo poczulam sie zobowiazana. Wczoraj tez wywloklam sie z domu na bardzo dlugi spacer – wrocilam jak nowo-narodzona, i dzis zdecydowanie czulam sie lepiej. Teraz pospiesznie pisze ta notke, bo ide (mimo straszliwej znow niemocy) na ten gym.

A wiec Weight Watchers. Cudow oczywiscie sie samym chodzeniem nie zdziala. Metoda jest prosta – zapisywac ilosc zjedzonego jedzenia i liczyc kalorie. Tzn. te kalorie sa przeliczane na punkty, ale zasada jest ta sama. Na poczatku kazdego spotkania recepcjonstki waza kazda osoba i kasuja 14 dolarow. (Moj M. mowi mi zebym mu zaplacila to 14 dolcow to tez mnie zwazy raz na tydzien:). Potem osoba prowadzaca (ktora schudla duzo na programie i przeszla specjalny trening) omawia jakis temat zwiazany z strategiami jak osiagnac sukces w odchudzaniu.. Dzis np. tematem bylo jak wybierac jedzenie w restauracji. Nastepnie uczestnicy zwierzaja sie z trudnosci tygodnia, i wymieniaja sie pomyslami jak tym trudnosciom zaradzic. Potem oklaskuje sie stracone kilogramy.

Typowo amerykanskie podejscie, wszyscy na luzie, wszyscy sie wspieraja, wszyscy klaskaja, kiwaja glowami, 100% wsparcia.  W kraju gdzie 70% ludzi jest grubych, albo i monstrualnie grubych, otylosc jest powszechna, i akceptowana. Dlatego tez tak strasznie trudno jest mi tutaj schudnac. Moja nadwaga nie stoi mi na drodze do zawodowego sukcesu, ubrac sie moge fajnie i elegancko bo rozmiarow L i XL  co niemiara, nikt nie patrzy z pogarda gdy zamawiam deser na spotkaniach sluzbowych. Z moja 15-kilogramowa nadwaga jestem w amerykanskiej normie, a to ze jestem wysportowana to jest bonusem do mojej otylej normy.

Ale wiem dobrze skad mam malo energii wieczorami, wiem dlaczego bola mnie kolana, wiem dlaczego mam sama kompleksy i od kilku lat chodze w samych spodniach. Wiem jak moglabym sie czuc gdybym nie miala tej nadwagi. wiem jak wspaniale bylyby moje powroty do Polski jako osoby szczuplej. W Polsce szczuplosc to sukces. Wiem tez ze moja nadwaga w moim przypadku to pasmo wciaz nierozgryzionych emocji i pokladow lekow, ktore gdzies tam wciaz we mnie siedza i zra mnie od srodka.

Ten Weight Watchers potrzebny jest mi do tego aby widziec co tydzien te szczuple kobiety co potracily 20- 30 kg i aby slyszec jak bardzo zmienilo sie ich zycie. Aby widziec jak ludzie regularnie traca 1-2 kg na tydzien, i zeby miec ten doping tego co-tygodniowego wazenia.
W sumie bylam zadowolona z tego dzisiejszego wazenia. w zeszlym roku zeszczuplam 6 kg i utrzymalam to.  Gdyby w tym roku udalo mi sie stracic kolejne 10 kg to bylabym bardzo zadowolona.

Koniec z jekami. Zle sie czuje bo sie nie ruszam, bo pije za malo wody, jem za duzo cukro. Po prostu.

Pracy mniej nie bede miala, i powinnam byc wdzieczna ze ja w ogole mam, i to w dodatku taka fajna.

Czasu tez wiecej miec nie bede miala, wiec musze wykorzystac kazda minute bardziej efektywnie.

Jutro umawiam sie na okresowe badania.

Wracam na Weight Watchera. Mobilizowalo mnie to co-tygodniowe wazenie, lubilam te spotkania.

Zbliza sie 3-dniowy weekend wiec troche odpoczne – dziecko namawia nas na wyjazd w okoliczne Apalachy, ale luty ma odzyskac swoja godnosc jako miesiac zimowy i przyniesc ze soba zimowy front.

Mimo ze probowalam sie zmobilizowac ta notka, to nadal pragne jednego tyko – runac przed TV, no ale wywleke sie na ten nieszczesny gym. Wiem ze po powrocie zmieni mi sie dramatycznie perspektywa. Przynajmniej wytyczylam sobie strategie:)

kolowrotek

1 komentarz

Niestety. Zycie zawodowe nabralo bardzo intensywnego tempa. Poniewaz lubie moja prace, to czas plynie mi blyskawicznie, mozg pracuje na najwyzszych obrotach, ale czuje ze pomalu zaczynam gubic balans. Do domu przychodze pozno i wykonczona. Musze cos z tym zrobic.

Czas budzetow w pracy. W zwiazku z recesja mamy o wiele wiecej pracy z planowaniem. Nasze wydatki/dochody beda teraz monitorowane kazdego miesiaca, jeden z programow ktory prowadze opiera sie na dochodach z prenumeraty – mam nadzieje ze szkoly znajda tych kalkadziesiat/kilkaset dolarow i beda dalej kupowac nasze czasopismo. W zwiazku z recesja brakuje nam pomocy administracyjnej – jedna z kobiet ktora wspierala nasz program odeszla na emeryture, i narazie nie mozemy nikogo nowego przyjac na jej miejsce. Na szczescie narazie nie planuja zadnych zwolnien, wiec i tak jestesmy wielce uprzywilejowanej sytuacji.

Radoscia wielka jest nam nasze najmlodsze dziecko ( srednie tez, ale to stary chlop juz). Dziecko , ktore po dwoch latach glupawki nastolatkowej uczy sie doskonale, a co najwazniejsze odkrylo radosc zdobywania wiedzy i  potegi intelektu. Pamietam jak do pasji doprowadzalo mnie Jego stwierdzenie „To mnie nie obchodzi”, czyli polska wersja tego nieszczesnego „I don’t care” . Pamietam jak szedl do liceum, i ja cala przejeta chcialam mu pomoc wybrac przedmioty (tutaj kazdy student ma indywidualny tok nauczania w zaleznosci od zaintersowan, i ocen), i spotkalam sie ze stanowcza odmowa jakiegokolwiek wgladu w jego dokumenty. Dzisiaj, poltora roku pozniej, zwolal i mnie i G. na konsylium rodzinne, odczytal nam wszystkie definicje przedmiotow ktore bedzie mial w 3 klasie, z duma stwierdzil ze dostal rekomendacje od nauczycieli na uniwersytecka matematyke i zaawansowany angielski, ze planuje wziac zaawansowana fizyke, aby w ostatniej klasie dostac sie uniwersytecki poziom. Ambitny, zmotywowany chlopak, rozumiejacy ze juz teraz pracuje juz na swoja przyszlosc. Byla to jedna z chwil, ktorej trwanie chcialam przedluzyc do nieskonczonosci. ALLELUJA!
Bogu dziekuje ze te trudy nastolatkowe mamy juz poza soba, i na nowo moge sie cieszyc moim macierzynstwem.

Tyle z pozytywnych refleksji. Niestety, brak czasu i sil calkowicie wybil mnie z torow mojego odchudzania – bede zadowolona jesli zrzuce 10 kg (15 byloby super, super), wiem dokladnie co powinnam robic, ale wracam do domu taka z lekka wykonczona, i nic poza czekolada mi sie nie chce.
Praca wysysa ze mnie cala energie – nie chce tego, ale nie bardzo mam sile aby to zmienic.

co za dzien

1 komentarz

14 godzin poza domem. Wlasnie wrocilam z pogotowia. Jeden z moich pracownikow zostal potracony przez samochod tuz przed naszym budynkiem, i wraz ze wspaniala dyrektorka naszego dzialu spedzilismy z nim kilka godzin w szpitalu. Na szczescie oprocz naciagnetych miesni i siniakow, nic sie mu sie nie stalo, ale jestem niezle roztrzesiona.

Oficjalnie mieszkam w Waszyngtonie. No bo prawie 20 lat temu do Waszyngtonu przyjechalam, i faktrycznie przez dobre kilka lat mieszkalam w samej stolicy USA. Jak rodzina nam sie powiekszyla, nie bylo wyjscia i musielismy siegnac po amerykanskie marzenie tj. dom z kredytem na lat 30. Nasze amerykanskie marzenie przenioslo nas na przedmiescia, niby niedalekie (tylko 20 minut metrem od centrum Waszyngtonu). Jak ja sie cieszylam na ten dom. Jak wyobrazalam sobie jak to bede ziemie wokol tego domu uprawiac i jak w misternie zadbanym ogrodzie bede napawac sie bede widokiem moich pieknych kwiatow! No i jak kupilismy juz ten dom, to sie zorientowalam ze…ja ani przedmiesc nie lubie, ani domu tez specjalnie nie, bo wychowalam sie w samym centrum Najpiekniejszego Starego Miasta na Swiecie, w przerwach szkoly podstawowej kasztany zbieralam na Wzgorzu Wawelskim, w liceum papierosy (nielegalnie oczywiscie) palilam w ogrodzie Klasztoru na Skalce i aby dotrzec na moje studia, na nogach przemierzalam Najpiekniejszy Rynek Swiata.

Cale moje zycie mieszkalam w starych kamienicach, pamietam czasy gdy po wegiel do piecow chodzilo sie do straszliwej piwnicy (wygladajace jak loch!), a wielkie nakrochmalone, mokre przescieradla w oczekiwaniu na wizyte  w maglu, suszyly sie na olbrzymim strychu z ktorych okien widac bylo Kaplice Zygmuntowska. I z tego magicznego swiata przyszlo mi sie przeniesc do nijakiego miejsca z ktorego wszedzie jest daleko, na nogach nigdzie dojsc nie mozna, gdzie wszystkie proby ogrodnicze koncza sie kleska, bo okoliczne jelonki-skurwielki (dokarmiane przez jedna z naszych sasiadek, ktora jak mniemam ma potezna demencje) schodza sie na moje wiosenne uprawy, niczym do baru saladkowego. Z czasem te amerykanskie przedmiescia jako-tako oswoilam, prawo jazdy zrobilam, dom okazal sie nie taki zly, zamiast kwiatow nasadzilam krzakow z kolcami, przestalam walczyc z chwastami ktore rosna w mojej trawie, z sasiadami sie zaprzyjaznilam, przepiekne okoliczne parki i strumyki uprzyjemnily dziecinstwo mojego syna, …ale…ale wczoraj bylo prawie jak za dawnych czasow w Krakowie, i niechec do przedmiesci mi sie nieco wzmogla.

A wiec …..panstwo wybralo sie do miasta! Nie tylko do miasta, ale do TEATRU!   Na sztuke irlandzkiego pisarza pt. Seafarer, grana na scenie malego teatru Studio. Glownymi bohaterami tej sztuki jest czterech podstarzalych alkoholikow, ktorzy w wiadomy sposob swietuja dzien Bozego Narodzenia. Nagle w ta alkoholowo-swiateczna atmosfere, do tego melinowatego mieszkania,  wkracza niezwykle elegancki ( tez podpity) mezczyzna -szatan, z zamiarem wygrania w pokera duszy jednego z tych pijaczkow. Dwoch aktorow w glownych rolach  gralo tak doskonale, ze siedzac nie tak blisko znow sceny, niemalze fizycznie CZULAM rezygnacje, brod, smrod, i alkohol wyrazony gestami, slowami i mimika. W ostatnim akcie sztuki szatan  mimo wszystko przegrywa roztrzygajaca rozgrywke, a mezczyzna ktoremu  „oddane” zostalo zycie, usmiecha sie z ulga, i na twarzy tego dobrze ucharakteryzwanego „alkoholika” widac bylo wielkie szczescie, gdy uswiadamia sobie ze mimo tej  calej nedzy swojej egzystencji, ze wciaz jeszcze zyje.

Pieklo w tej sztuce opisane bylo jako miejsce gdzie umysl ludzki nie jest w stanie doznac spokoju, caly czas szarpany jest pragnieniami, niepokojami, lekami i tesknotami…Kazdy z nas chyba doswiadczyl probki takiego piekla…. Niebo z kolei opisane jest jako stan w ktorym nasz umysl jest w harmonii z intencjami Boga, stan do ktorego teoretycznie maja prowadzic swych wiernych wszytkie religie… I moze to powinno byc papierem litmusowym naszej wiary – czy nasze praktyki religijne, i nasza religia wnosi  do naszego zycia spokoj, milosc, cisze – czy tez narzuca chomato obowiazkow religijnych, i ciagle przepelnia nas poczuciem winy?

Wyszlam z tego teatru calkiem poruszona – ilez to osob utopilo swoj potencjal, poswiecilo swoje rodziny dla alkoholu? Ilez to osob szuka rozwiazania dla swojego ziemskiego piekla w alkoholu, narkotykach? Ja tez mam bolesne wspomnienia zwiazane z alkoholem, sama bardzo rzadko pije, ograniczajac sie do lampki lub dwoch wina, nigdy nie tracac przy tym samokontroli…

No ale wracajac do miasta… Samochod musielismy zaparkowac calkiem daleko od teatru, wiec trafil nam sie przy okazji calkiem mily spacer, jak za dawnych narzeczenskich czasow. Ze zdziwieniem wielkim, stwierdzilismy ze o 11 w sobotnia noc Waszyngton tetni zyciem. Ze wciaz otwarte sa male sklepy, restauracje, kawiarnie. Szlismy sobie malymi przepieknymi uliczkami, zagladalismy w oswietlone okna MIESZKAN i  malych szeregowych domkow i stwierdzilismy (ZGODNIE!)  ze czas nam juz myslec o powrocie do miasta, ze ani ja ani moj G. tak w zasadzie nie lubimy mieszkac w wielkim domu, ze bedziemy sie obydwoje lepiej czuc w mieszkaniu, w jakies fajnej dzielnicy blisko ksiegarni, teatrow, i innej kulturalnej cywilizacji. Mimo ze ten teatr jest tuz kolo naszych prac, wyprawa do miasta noca, wydala mi sie wyprawa w przeszlosc, kiedy to zaczynalismy to nasze zycie w USA, nie majac tego calego dobytku w postaci dzieci, domu, samochodow – przyszlosc rodzinna  byla jeszcze niewiadoma i przed nami. I tak podczas tej naszej nocnej rozmowy, trzymajac sie za nasze (juz od 16 lat zaobraczkowane) rece, stwierdzilismy ze znow wchodzimy pomalu w okres, gdzie do szczescia potrzeba nam bedzie coraz mniej tej materii, ktora jest niezbedna gdy ma sie duza rodzine. Ze mozemy nasz duzy dom zamienic na male mieszkanie, pozbyc sie jednego z samochodow, do sklepu chodzic na piechote, zamiast martwic sie o dziure w dachu, zastanawiac sie jaka bedzie nastepna premiera w teatrze….Pomalu wchodzic bedziemy w kolejny etap naszego zycia…kolejne wybory staja otworem…

PS W piatek wybralam sie do swojego fryzjerki. Fryzjerka ma imie Effi, jest Iranka i kocham ja bardzo bo zawsze mi obetnie wlosy dokladnie tak jak ja poprosze i zawsze mi powie na koniec ze wygladam bardzo SZIK!!! Effi znalazalam tak, ze zapytalam sie kobiety ktora miala fantastycznie obciete wlosy, kto jest jej fryzjerka. I Effi mnie nigdy nie zawiodla.  Jezdze do niej juz kilka lat,  prawie na koniec swiata, wiem wszystko o jej malej (lovely.!.lovely!) wnuczce, martwie sie wraz z nia o siostrzenice, ktora przezyla agresywnego raka piersi, ale podczas leczenia wpadla w nalog hazardu i zaniedbuje swoje dzieci, podziwiam  meza Effi, ktory przeszedla na emeryture ale chyba zrobi doktorat z matematyki. Effi szeptem powiedziala mi w piatek ze mimo tych calych konserwatywno-muzulmanskich rzadow, to tak naprawde to tym codziennym zyciem w Effinym rodzimym kraju rzadza kobiety!


  • RSS