chudne blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2008

Ogolnie byl to dobry rok. Rok w ktorym dochodzilam do siebie bo bardzo dramatycznym okresie chorob, dojrzewania burzliwego B. i dwoch latach poszukiwan stalej pracy przez G.

 

Rok w ktorym nie tylko zmienilam obrzydliwa prace, ale tez awansowalam na stanowisko kierownicze w nawiekszym towarzystwie naukowym na swiecie. To powazne osiagniecie dla mnie gdyz jak wiadomo kariera zawodowa jest wolniejsza i trudniejsza jak pracuje sie na emigracji – tak do konca nigdy nie przeskoczy sie tej bariery jezykowej, oraz brakow w wyksztalceniu zwiazanych ze edukacja w innym kraju i w innym jezyku.  Ciesze sie z tego – mam fajny zespol, jestem gotowa po tylu latach na pracy na zarzadzanie i mam wielka nadzieje byc dobrym szefem.

 

Malzenstwo moje tez jest w dobrym stanie – roznica 10 lat sie zatarla, przeszlismy na etap partnerstwa, obydwoje z G. nauczylismy sie wiekszej tolerancji, prowadzimy czesto dyskusje ostre i zaciekle, ale czuje sie naprawde rownorzednym partnerem w tym zwiazku i jest nam razem bardzo dobrze. Dotarlismy sie, nauczylismy siebie, i sa momenty ze jestesmy ze soba bardzo, bardzo blisko…

B. jest wielkim naszym sukcesem – niezalezny, pelen inicjatywy i planow mlody chlopak. Gotowy na wlasne i samodzielne zycie. Odpowiedzialny, pelen poczucia humoru, z masa zaintersowan i z dobrym poczuciem wartosci. Jestesmy z nim bardzo zaprzyjaznieni, ale tez nie naruszamy jego prywatnosci, ufamy mu i kochamy go nieprzecietnie. Do tego wszystkiego od wczoraj ma idealny porzadek w swoim pokoju:):):) – ideal po prostu! Z wiekiem robi sie coraz bardziej podobny do G – bardzo systematyczny w mysleniu i dzialaniu, zrelaksowany, zadowolony z siebie i ze swiata, bez tego wiecznego dramatu emocji i nastrojow z ktorym ja sie zmagam. Mnie marza sie zmiany, przygody, wielkie sprawy – moi mezczyzni sa wiecznie zadowoleni z siebie, siedzac przy komputerach, czytajac, poznajac kolejne tajniki oprogramowania oraz budujac nowy komputer. O wielkie przygody dla siebie musze sama sobie zadbac, i niech one w tym roku nie beda przygodami zwiazanymi z emocjami….Zreszta na te nowe przygody mam juz pewne pomysly:)

Byl to tez rok gdzie bylam bardzo zajeta – duzo wyjazdow sluzbowych, podroz do Polski, bardzo malo czasu na przyjemnosci nie zwiazane z rodzina czy tez praca. W zwiazku z tym…..

 

Moje postanowienia na rok 2009:

 

  1. Znalezienie, lub tez odkurzenie moich pasji, oraz spedzenie wiecej czasu na przyjemnosciach dla siebie BEZ WYRZUTOW SUMIENIA ze powinnam to czy owo.
  2. Zmniejszenie tempa w pracy – juz nie musze sie piac, zmieniac pracy, uczyc sie (tak chce isc na jakies studia, ale beda to studia dla przyjemnosci i nie w 2009 roku). Wieksza dbalosc o detale, jakosc a nie ilosc. Nie musze juz nikomu udowadniac ze potrafie wiecej – skoncentrowac sie musze na tym zeby ta praca przynosila mi radosc i samospelnienie, a nie kolejne sukcesy czy awanse. Moge sobie pozwolic na wolniejsze tempo.
  3. Zadbanie o przyjaznie. I te amerykanskie i polskie. Z radoscia stwierdzam ze nie dzieli mnie juz bariera jezykowa z moimi amereykanskimi przyjaciolmi, oraz jestem w stanie nawiazac glebokie relacje z nimi, zajelo mi to duzo czasu, ale przeszlam juz ta emocjonalna bariere emigracji.
  4. Good enough – to bedzie moje motto na rok 2009. Zycie nie musi byc perfect – bede sie cieszyc z kazdego dnia , bede kierowac swoje mysli na pozytywne tory. Nawet gorszy dzien bedzie dniem radosci bo zyje, bo jestem zdrowa, bo bedzie lepiej…
  5. No i bede dalej porzadkowac sprawy mojego zdrowia duchowego i fizycznego.

Rozumie teraz dobrze ze cale zycie to jest droga, ze nigdy nie bedzie tak ze bede juz u celu, i mozna bedzie odpoczac. Mam jednak wielka nadzieje ze ta droga w roku 2009 bedzie droga prosta i przyjemna z jak najmniejsza iloscia przeszkod. Niekoniecznie z gorki, moze byc wspinaczka, ale taka ktora mnie nie przerasta, z momentami na solidny odpoczynek dajacy mi sile do dalszej podrozy przez zycie.

 

Nie sadze zeby mnie ktos tutaj odwiedzal, ale jesli tak to najlepsze zyczenia na Nowy Rok!

Tutaj dobra mysl znaleziona na tym blogu:

Just like drugs and alcohol, food can stand in the way of facing things we are afraid to face. Be prepared to grow emotionally and spiritually.

Wiem teraz o tym juz dobrze. Tym razem ta droge zaczelam od srodka. I tym razem zakoncze ja z sukcesem.

do boju z 10 lb (nie, musze rozstac sie ze zdecydowanie wiecej niz z 10 lb – ale te 10 lb to moj cel do konca lutego – tak bedzie to wolny aczkolwiek systematyczny proces) czuje ze atakuje mnie przeziebienie. No ale jak mogloby byc inaczej – wszyscu wokol smarkaja, kaszla, kichaja (prosze aby nie kichac w powietrze!) no wiec musialam wchlonac ten wstretny wirus. Pewno do konca tygodnia za wiele ruchowo nie zdzialam, ale przeznaczam ten okres na ustabilizowanie jedzenia gdzies na poziomie 1300 -1400 kcal.

Dzis wzorcowy dzien! Luzy w pracy, mila kawa z kolezanka w poludnie, dojazd bez korkow, – zyc nie umierac, w takim bezstresie latwo diete trzymac. W ramach moich sluzbowych obowiazkow koordynuje prace wielu ludzi – dwoch pracownikow, i okolu 10 kontraktorow, a takze odpowiedzialna jestem za prace jednego z komitetow naszej organizacji. Niestety ludzie maja tendencje do manipulowania, i niestety ja jestem juz stara wyga i to widze, i bede musiala sie ukrocic zapedy jednego z naszych woluntariuszy do wykorzystywania projektow naszej organizacji do rozwijania swojego biznessu. I musze jakos zareagowac, i troche mnie to meczy…

Z optymizmem patrze w Nowy Rok. Uwielbiam te poczatki! Kazdy poniedzialek jest okazja do zmian, nowych postanowien. A Nowy Rok to dopiero nowy poczatek!!! Pamietam te rozpoczecia roku szkolnego, czyste pachnace zeszyty, podreczniki (nawet jesli uzywane) to wciaz nowe i ta nadzieja ze bedzie to NAJLEPSZY rok w moim zyciu.  I ten 2009 wlasnie taki bedzie!!! Bo juz poczynilam ku temu przygotowania, bo wiem dobrze „ze jesli nie teraz to kiedy?”, bo rozumie, ze szcescie to wlasnie paciorki codziennych okruchow szczescia nanizanych na zylke codziennosci.

Czuje ze odwracam jaks karte w swoim zyciu, wchodze w etap gdzie mam wiecej czasu dla siebie, wiecej stabilnosci – dzieci dorastaja, w pracy kolejne stanowisko ; wbrew pozorom nie jest to wcale latwy etap, bo wymaga wysilku zalapania kontaktu ze soba, nauczenia sie siebie, odszukania siebie tej dojrzalszej, bardziej doroslej, postepujacej w przyszlosc juz wolniejszym, stabilniejszym krokiem.

Kiedys mialam tuz obok sasiadke ktora byla wlasnie na podobnym etapie jak ja teraz. Ja w trakcie pisania doktoratu, z malenkim dzieckiem i szalenstwem w oczach tak bardzo zazdroscilam tej kobiecie czasu, elegancji i jakiegos takiego spokoju. Ja bieglam wtedy przez zycie….Teraz z perspektywy czasu mysle o tamtym okresie i pamietam tylko dobre rzeczy – slodkiego MOJEGO malucha, cala nieznana perspektywe pracy zawodowej. Wiem ze tak kiedys bede patrzyc i pamietac siebie z 2009 roku, dlatego moim postanowieniem jest przezyc kazda chwilke tego nowego roku w pelni swiadomie. aby jak najbardziej mozliwie rozciagnac go w czasie!

Amerykanski dom przepieknie przystrojony, tradycyjne potrawy na stole, mili goscie, piekne koledy, pasterka… Powinno byc szczesliwie, ale dlaczego w gardle taka wielka bula, a oczy wilgotne? Dlaczego te wspomnienia takie natarczywe? Dlaczego tam i wtedy a nie teraz i tutaj? To znaczy teraz i tutaj dla mojego dziecka i oby trwalo jak najdluzej – ten spokoj i szczescie dziecinstwa. Aby byl mu podstawa i podpora na cale dorosle zycie…Patrze na swojego syna i widze ze w doroslosc wchodzi spokojny, usmiechniety, pelen akceptacji siebie….Juz nie chlopak i jeszcze nie calkiem mezczyzna. Zdecydowanie juz swoj, a nie moj….A wiec robie co moge, aby nowe wspomnienia budowac…Spokojna akceptacja i nawet momentami radosci.

Jutro juz bede w moim menedzerskim garniturze amerykanskiej dyscypliny, usmiechnieta, pelna pomyslow i energii. Professional and structured. Bez metafizycznego kleszcza wszczepionego w moj mozg…

Pogode mamy dziwna – prawie letnia.. wietrzna i wilgotna. Samopoczucie takie jak podczas chalniakow krakowskich. W domu wszyscy zakatarzeni i chorzy, z wyjatkiem mnie. Udalo mi sie jednak opuscic ten szpital i wyjsc na bardzo dlugi spacer. Przy okazji udalo mi sie tez zgubic samochod…Tak, zgubic samochod, to potrafie tylko ja. Zaparkowalam, i zapomnialam gdzie. Udalo mi sie go znalezc po 30 minutach bardzo energicznych poszukiwan…Udalo mi sie tez w Wigilie dostac mandat. Za przekroczenie predkosci w drodze do pracy. Ja, ktora do sama do pracy jechalam moze 10 razy w tym roku. Ja, ktora awanturuje sie codziennie z moim M. aby jezdzil wolniej i ostrozniej. Ja, ktora z radoscia odbieralam koperte z wiadomoscia o mandacie bedac przekonana ze jest to mandat dla G., szykujaca sie z wielka satysfakcja i kasliwie oglosic – „A nie mowilam Ci tysiac razy abys jezdzil wolniej”. Ale nie, lapanka nastapila w ciagu tygodnia gdy M. mial szkolenie, a ja OSTROZNIE jechalam sama do pracy. Nie ma sprawiedliwosci na tym swiecie….:)

Niesamowite…

1 komentarz

Moj stary blog wciaz istnieje….Po tylu latach zajrzalam tutaj, i spotkalam siebie o tyle lat mladsza. Wychowalam sie w rodzinie, gdzie starsi ludzie byli autorytetami, myslalam wiec ze kiedy „dorosne” bede miala odpowiedzi na wiekszasc pytan. Nie jest to prawda..
Im jestem starsza, tym wiele spraw kiedys bialo-czarnych staje sie szare, nie ma prawd absolutnych, nie ma regul nie do podwazenia…

Nie czytalam wczesniejszych notek, moze kiedys wroce do tych zapiskow sprzed pieciu lat…

Ostatnia notka mowi o moim powrocie do Kosciola Katolickiego – nie wytrwalam w nim dlugo….wrocilam do kosciola episkopalnego, ktory laczy teologie protestancka z katolicka w najsensowniejsza dla mnie calosc.

Zmienilam w miedzyczasie dwa razy prace – wciaz pracuje w tej samej organizacji, lecz w roznych programach. Zaczynalam od programow doktoranckich, obecnie kieruje programami w zakresie edukacji dla szkol srednich. Lubie swoja prace, chociaz czasem chcialabym jakis absolutnych zmian.

W miedzyczasie przezylam wiele trudnych chwil – smierc bardzo bliskich mi osob – odeszli w bolu i cierpieniu, zmagajac sie ze straszliwymi nowotworami. W tym samym czasie , przez okolo dwoch lat moj M. byl bez stalej pracy, moj malenki, kochany syn stal sie nieznosnym, zbuntowanym nastolatkiem. W miedzyczasie mialam tez fatalna praca, wrocilam w niej do najgorszych totalitarnych czasow w PL….Oczywiscie moim mechanizmem radzenia sobie z tym wszystkim bylo jedzenie —- jak kilkadziesiat lat temu kiedy placzac zamknietaw lazience, pochlanialam szybko chleb z musztarda, aby poczuc sie lepiej….

Wiem ze raczej nie pozbede sie w sobie tego zranionego dziecka, mimo dlugiej terapii, mimo udanej rodziny. Mam jednak wielka nadzieje, ze rok 2009 bedzie rokiem, w ktrorym raz i na zawsze uporzadkuje sprawe mojego zdrowia. Bedzie to rok w ktorym rozstane sie z 20 kg ktore symbolizuja bole mojej duszy…Wlozylam duzo wysilku aby uporzadkowac swoja przeszlosc, dotrzec do siebie, odnalezc sie na tej emigracji, teraz bede staczac ostateczna walke.


  • RSS