chudne blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2003

Mam nadzieje ze moje przesilenie wiosenne minelo. Wrocilam do prcy, a do Waszyngtonu wrocila zima. Wczoraj sypal snieg! Skandal, to jest po prostu skandal! Akurat mnie ta pogoda odpowiadala, bo jeszcze sie kurowalam, ale od jutra postanowilam solidnie zabrac sie za sporty. Nawet jesli mialabym wstawac o 5 rano.

Wieczor wczorajszy minal pod znakiem bolacego brzuszka i dla mnie moze sie to okazac historycznym momentem. Otoz moje najmlodsze prawie-10 letnie dziecko wypilo trzy jogurty ( zdrowe – organiczne), po czym jeszcze mleko z bananem , po czym dostalo bolesci straszliwych i mamusia zostala wezwana na pomoc. Okazalo sie ze nie mam pojecia co dac na bolacy brzuch ( w Polsce to bylyby krople mietowe), wiec zaserwowalam herbatke mietowa oraz oklady z „cieplej szmatki” na „brzuszek”, czym niezmiernie zirytowalam moje dziecko (Co ta szmatka pomoze?!). Na szczescie tatus wykazal sie madroscia, na lyzeczke cukru nalal troszke wodki, i dziecko natychmiast zasnelo. Dzis rano po bolu brzuszka ani sladu…. (I stala ta polska wodka u nas w szafce juz 5 lat bo my wodki nie pijamy i wreszcie sie na cos przydala). Nie ma to jak polska medycyna ludowa.

Momentem historycznym moze sie okazac fakt, ze to po raz ostatni moje „malenstwo” wezwalo mame na pomoc i kazalo sie pielegnowac. Ten duzy chlopak juz z reguly opedza sie od matczynych pieszczot. Takie to zycie. A przeciez ten dzien, kiedy przynioslam takie malenstwo ze szpitala wydaje sie tuz, tuz.

Wczoraj byl fatalny dzien, i dzis wstalam z mocnym postanowieniem poprawy. Jest taka wiosenna pogoda, moze bede miala sile zeby pogrzebac w ziemi dzisiaj i posadzic jakies kwiatki. Zauwazylam ze dwa wpisy wczesniej Mi skomentowala moj blog. POstanowilam skopiowac jej komentarz i umiescic w tym blogu, bo pisze bo obrazuje to dokladnie jak ja sie czulam wtedy gdy obzeralam sie slodyczami:

„Nie mam swojego bloga (moze na razie) wiec napisze o tym tutaj, bo to i tak dotyczy programu, na ktorym jestesmy obie. Znalazlam sie nagle w szpitalu, dostawalam szpitalne jedzenie i oczywiscie powiedzialm „bye, bye” programowi bo zbyt bylam przerazona i zestresowana tym, co sie dzieje z moim dzieckiem, zeby sie tym przejmowac. I bardzo nieslusznie bo po 5 normalnych posilkach, choc szpitalno dietetycznych wrocil glod taki weglowodanowy, zajadalam sie wczoraj krakersami i nawet poprosilam meza zeby mi przyniosl na pocieche jakiegos lakocia. Przyniosl ciastka francuskie duze, z wisniami pyszne ale teraz czuje sie okropnie. Boli mnie glowa, jestem taka przymulona, mam wrazenie, ze mi cos napecznialo w zoladku i siedzi i stracilam to poczucie wewnetrznego spokoju, choc wiem ze nic nie wezme do ust bo zbyt zle fizycznie sie po tym wszystkim czuje to mysle o jedzeniu. Od jutra wracam na program bo na prawde lepiej sie na nim czulam. Mialam wiecej energii, jadlam sniadanie tak, jak opisuje Marta, salate, jakies jajko lub tunczyka lub ser zolty, gorzka herbate i do lunchu nie myslama o jedzeniu i to juz po 2 dnaich bycia na programie. Na lunch jadlam wszystko bo postanowilam ze to bedzie moj posilek z weglowodanami bo tak mi wygodniej (nie pracuje, wychowuje dziecko w domu). I potem okazalo sie po 3 dniach chyba ze nie mam nawet ochoty na kolacje ani nie podjadam po lunchu! Dla mnie szok bo zawsze po poludniu jakies ciasteczka do kawki, jakies jabluszko lub bananek, kolacyjka a potem podjadanie czasami az do polnocy. Teraz tylko pije herbate, zielona z rumiankiem lub Earl Greya a kawe mam do lunchu bo bardzo lubie smak kawy. Zauwazylam tez, ze jesli zjem kolacje bo np malo zjadlam na lunch to potem nie mam ochoty na sniadanie i wystarcza mi herbata i kawalek sera zoltego lub troche salaty. Najwazniejsze jest to, ze odzyskalam kontrole nad swoim organizmem, ze juz nie rzadzi mna ta mysl co by tu zjesc, ze mam jasniejszy umysl, ze lepiej spie.
Zabieram sie za przetlumaczenie ksiazki opisujacej program jak okaze sie ze schudlam to tym bardziej ja przetlumaczymy.”

Dziewczyny – czy ktos z Was moglby pomoc Mi zalozyc bloga? Wiem ze wiaze sie z tym koszt 1 zl, oraz trzeba wyslac SMS. My tutaj (wbrew pozorom) nie uzywamy SMS i mnie pomogla zalozyc bloga mama mojej kolezanki, ale juz nie wypada mnie o to poprosic. Zapewniam Was bylby to bardzo ciekawy blog i bardzo uzupelnialby to co ja pisze. Bardzo bylybysmy za to wdzieczne. Moj e-mail jest marta_urszula@yahoo.com

mnie dopadlo, niby to byle jaki taki wirus, ale smarcze, charcze, zazywam aspiryny, boli mnie glowa i… chce mi sie jesc. Zjadlam dzis : kawalek sera Brie, trzy kalarepy, kawalek lososia, lyzeczke smietany i w koncu sie przerazilam, ze jedzenie zaczyna mna rzadzic. W zwiazku z tym zrobilam bardzo zbalansowany posilek: salatka z porow, losos, kawalak chleba bananowego i poczulam sie dobrze. Umylam zeby i zakonczylam jedzenie. PO przyjezdzie zaczelam gotowac dla rodziny zaniedbanej, i cos tu i tam skubnelam, rezultat natychmiast widoczny. Trace kontrole. Ten program ma to do siebie – albo wszystko albo nic. Nie ma jedzen zabronionych, ale trzeba sie trzymac tego ze nie mozna za czesto jesc, i ze weglowodany mozna jesc tylko raz dziennie. Kazde „skubanie” tych weglowodanow powoduje, ze wraca ten niezdefiniowany glod. (Dzis kiedy stalam przy otwartej lodowce analizujac co by tutaj zjesc, z wielkim hukiem wypadla brytfanka z kurczakiem, ktory mial byc pieczony na obiad :) Lodowke poslusznie zamknelam.

Aby utrzymac ten blog w tonie dietetycznym przetlumaczylam test, ktory
w moim przypadku uswiadomil mi moj problem uzaleznienia od weglowodanow:

Czy po zjedzeniu obfitego sniadania jestes glodna w ciagu dwoch godzin?

(Bardzo czesto juz o 10 rano myslalam o jakiejs przekasce, mimo solidnego sniadania.)

Czy ciezko ci przestac jesc pieczywo, cukierki, precelki, czekoladki? ( Jeszcze jeden/ostatni i tak bez konca , a potem wyrzuty sumienia ?)

(Od dziecka mialam taki problem!)

Czy po duzym, solidnym posilku masz ochote cos jeszcze zjesc?

(Zawsze, i to najczesciej jest deser!)

Czy widok/zapach jedzenia powoduje, ze chce ci sie jesc?

( Zanim podalam obiad to juz bylam tak najedzona ze rzadko kiedy siadalm z rodzina do posilkow. Nic niejadlam a tylam :)

Czy zdarza ci sie jesc mimo ze tak naprawde nie jestes glodna?
(Bardzo czesto! Z nudow, ze zdenerwowania itd)

Czy zdarza ci sie miec napady glodu w nocy i nie mozesz sie powstrzymac od jedzenia?

(Tak, i bardzo mi zawsze bylo wstyd. Zawsze mialam obrzydzenie do siebie po takiej eksapadzie, bo oczywiscie nie wiedzialam ze mam fizjologiczny problem zaburzonego wydzielania insuliny.)

Czy po duzym posilku czujesz sie zmeczona, otepiala, ospala ale wciaz ma to niezdefiniowane uczucie „cos bym jeszcze zjadla?”

(Najgorzej otepialy mnie swieta wielkanocne. Czesto po obfitym sniadaniu po prostu zasypialam.)

Czy czujesz sie glodna i zmeczona po poludniu?

(Druga -trzecia godzina w poludnie zastawala mnie calkowicie skoncentrowana na czyms slodkim. Czesto udawalam sie albo po kubek kawy, albo nawet po jakas czekoladke)

Czy zdarza ci sie jesc mimo ze jestes najedzona a nawet objedzona?

(Bardzo czesto!)

Czy bylas na roznych dietach, schudlas i potem bardzo szybko przytylas?

(To temat na ksiazke. Moze kiedys ta walke z wiatrakami opisze.)

Dzis mija trzecia rocznica smierci mojego Ojca. Mial 62 lata I zmarl po krotkiej, bardzo ciezkiej chorobie . Rak zoladka, pozno wykryty. Nie bylam przy Nim gdy umieral, nie bylam w Polsce jak chorowal. Wlasnie wtedy po dlugich poszukiwaniach dostalam nowa prace, w organizacji ktora znana jest wszystkim chemikom na swiecie. Tata byl dumny z tego, nie chcial abym przerywala prace, nie wierzyl ze umrze.

Smierc I choroba Ojca byla dla mnie skokiem w dojrzalosc. Po raz pierwszy w swoim zyciu zetknelam sie z sytuacja, na ktora nie moglam w zaden sposob wplynac. Bylam daleko, oprocz telefonow moglam sie tylko modlic. Podczas gdy Ojciec chorowal, przechodzil chemoterapie, kiedy rzeczywistosc polskich szpitali pozbawiala go godnosi – ja bylam daleko. Moje mysli uciekaly w przyszlosc gdzie widzialm smierc, pogrzeb, ziemie spadajaca na trumne i potem byla pustka. Chodzilam wtedy na dalekie, samotne spacery. Blagalam Boga aby dal mi nadzieje i aby pozwolil zajrzec na tamta strone, chociazby troszeczke, chociaz przez malutka szparke. Zmagalam sie z Bogiem, plakalam, tlumaczylam, przekonywalam. Nie prosilam o zdrowie dla Ojca, prosilam o sily dla Niego I wiare dla mnie. I pomalu, stopniowo Bog odpowiedzial. Przyszedl spokoj.

Pewnej nocy mialam sen. Bylam w szpitalu gdzie byl moj Ojciec wraz ze swoim Ojcem. Dziadek powiedzial mi zebym sie niczym nie martwila, ze juz wszystko dobrze, ze Ojciec wraca do domu. Obudzilam sie radosna. Zadzwonilam do Mamy, Ojciec zmarl tego ranka, wtedy gdy u mnie byla noc. Odszedl do domu.

Teraz gdy jestem starsza chyba lepiej rozumie Ojca, ktory kochal mnie i Brata bardzo, ale tez byl nieobecny w naszym zyciu. Zyl swoja praca, swoimi odkryciami naukowymi, swoimi zainteresowaniami. Zmagal sie tez ze swoimi demonami. Jestem do Niego podobna. Zostawawil czastke siebie we mnie. Czuje ze mnie tu czasem odwiedza, byc moze glaszcze sobie nasze koty. Uwielbial koty, i nawet te dzikie lasily sie do niego. Lubil jazz, sam pieknie gral na klarnecie. Podziwialam Go jak pracowal w laboratorium, jaki byl precyzyjny. Mnie zawsze sie cos tluklo, cos lecialo z rak, On wszystkie reakcje przeprowadzal po mistrzowsku. Jego studenci wciaz przynosza znicze na Jego grob. Tato tesknie za Toba i bardzo Cie kocham. Chyba nigdy Ci tego nie powiedzialam gdy zyles.

Wreszcie i szczesliwie dolecialam, samolot sie nie rozbil, zyje. Mam wlosy kocie i psie w nosie, na ubraniu, w uszach i w buzi. Moja zwierzyna chodzi caly czas za mna lize mnie i lasi sie. czasem mowie do siebie ze trzeba miec zle w glowie zeby doprowadzic sie do sytuacji ze ma sie trojke dzieci, z tego dwoch nabytych wraz z mezem, psa (duzego – boksera) i dwa koty, i marzy mi sie adopcja dziewczynki. Ale ja po prostu kocham dzieci i zwierzeta, i takie powroty do domu to moje najwieksze szczescie.

Jestem straszliwie zmeczona ale przezylam i wszystko bylo OK. Nastepny zjazd we wrzesniu w Nowym Yorku.

Hej dziewczyny odwiedzajace mnie tutaj, dzieki za bardzo dobre slowa. Ten blog okazal sie niezmiernie terapeutyczny i pomocny w moich trudach emigracyjnych. Mi dzieki za kocxhany wpis.

i ciezka praca. Spotkania, obiad ani minutki dla siebie. Jutro jeszcze gorszy dzien, symposium ktorego jestem organizatorem, i spotkanie 20 osob z wielkimi EGO. Ale we wtorek juz bede w domu, tesknie juz bardzo.

Zostalam poproszona w komentarzach abym napisala cos wiecej o tym programie (nie chce pisac dieta, bo ja zdaje sobie sprawe ze bede musiala jesc tak jak jem przez cale moje zycie). Otoz program ten opiera sie na zalozeniu ze pewna grupa ludzi otylych jest „uczulona na weglowodany”, ktore jak wiadomo sa w ciasteczkach, chlebkach, cukierkach, owocach ale tez w niektorych warzywach takich jak marchew, avokado itd. U tej grupy ludzi poziom insuliny wzrasta bardzo wysoko zaraz po zjedzeniu, po czym gwaltownie opada powodujac „napad glodu”, ktory organizm odbiera jako zagrozenie glodowka, i ma wyrobiony mechanizm odkladania zapasow. W rezultacie tacy ludzie caly czas sa glodni, i caly czas maja ochote cos zjesc. Poniewaz ta ochota spowodowana jest tym zakloconym mechanizmem wydzielania insuliny, ta ochota „na cos” jest niesprecyzowana, nie jest to glod tylko takie „cos bym zjadla”. Ludzie tacy im wiecej jedza tym wiecej moga jesc, bo czeste jedzenie pobudza insuline, ktora sobie skacze bardzo wysoko, po czym spada. Uzaleznieni od weglowodanow wlasciwie mogliby zyc na deserach i jesc caly czas. U czlowieka nie borykajacego sie z tym klopotem, po posilku glod wystepuje dopiero po 4 – 5 godzinach, czlowiek z uzaleznieniem weglowodanowym wstaje od posilku i jest troche otepiony, ospaly, ale jeszcze by cos zjadl. LudZie Ci tyja blyskawicznie, no i oczywiscie sie czesto odchudzaja. Po kazdej diecie wracaja do swojej wagi, a zaklocony dieta mechanizm jeszcze bardziej intensywnie pracuje aby uratowac organizm od wycienczenia „glodowego” (bo tak jest odbierany ten nagly spadek insuliny) ze odklada zapasy. Slynny efekt yo-yo.
Badania wykazaly (a nie ida na te badania jakies wielkie pieniadze, wiec nie bylo ich wiele), ze jesli zmniejszy sie ilosc weglowadanow i zgrupuje sie je w jeden posilek, to wydzielanie insuliny jakos sie stabilizuje. Badania wskazaly ze diety restrykcyjne (polegajace na zmniejszeniu ilosci kalorii) nie pomagaja ludziom z uzaleznieniem weglowodanowym. Program jest bardzo prosty: nie mozna jesc czesto, je sie trzy razy dziennie, dwa posilki sa bezweglowodanowe, natomiast trzeci uwzglednia weglowodany, ktore jednak musza byc zbalansowane bialkami i
warzywami. Linki do informacji o tym programie sa na moim blogu (straszny tam balagan, ale obiecuje po powrocie do domu posprzatac). Mi, ktora tutaj zaglada i bardzo interesujaco komentuje, moze napisze cos wiecej o tym programie w komentarzach, bo ja juz musze uciekac od komputera. Jest siodma rano, i ja juz zaczynam byc zmeczona ta praca na konferencji wiec postanowilam przez godzine pobiegac dzis rano. Swiadomosc tego ze jestem gruba nie z mojej winy (bo nie mam silnej woli) spowodowala ze jestem o wiele lepsza dla siebie. Jestem przekonana ze w moim przypadku nie jest to kwestia woli, a kwestia biologii, a wiem ze takich ludzi jest o wiele wiecej. Moj Ojciec byl kalsycznym przykladem czlowieka uzaleznionego od weglowodanow, po krryjomu wcinal ciasteczka, czekoladki i biedny caly czas probowala sie odchudzac. Teraz bez zadnego wysilkyu woli, moge obojetnie odejsc od slodyczy, i uwolnilam sie od tego obsesyjnego jedzenia. Chudne wolno – przez ostatni miesiac 3 kg (waga pokazuje 0.5 kg wiecej tutaj w hotelu), ale sie tym nie przejmuje, bo czuje sie po prostu zdrowsza.

Jestem bardzo zadowolona,profesjonalnie zadowolona. Po poludniu mialam dwa wazne spotkania i obiad. Musialm zaprezentowac ksiazke, ktorej caly pomysl byl moj, i ktory slicznie sie realizuje. Jesli pojedziemy do tej Kalifornii bedzie to moje dziedzictwo w tej organizacji. Mialam tez spotkanie z moim szefem i konsultatentem z ktorym pracujemy (obydwoje bardzo VIP) i poszlo bardzo dobrze, w lecie organizujemy symposium w Princeton, mamy juz pieciu bardzo dobrych prezenterow. Symposium bedzie na temat sytuacji naukowcow ktorzy odbywaja staz podoktorski. Zaproponowalam tez aby w sklad rady doradczej ktora ma pomagac w pracy naszego biura, zajmujacego sie studiami doktoranckimi w zakresie chemii, dodac studenta doktoranta oraz naukowca na stazu doktorskim. Obecnie ta rada doradcza sklada sie z samych profesorow. POmysl zostal przyjety i consultantka napisala propozycje „zwiekszenia” rady. Ciesze sie i mam nadzieje ze to przejdzie, ta nasza rada taka jest nieruchawa, moze to dobrze bo nie przeszkadzaja w niczym, ale tez nie ma z nich pomocy.

Wieczorem bylam na obiedzie, gdzie bylo calkiem duzo mi znanych osob. Nie bylam spieta i naprawde bylo fajnie na tym obiedzie. Byl to bufet i podobno bylo tam serwowane jedno z najlepszych jedzen nowoorleanskich. Jesli mam byc szczera to ta noworleanska kuchnia jest taka nie w moim guscie. Mamalygi, sosy, wszystko smazone. Jako ze moj obiad musi byc zbalansowany, ( danie powinna poprzedzac salata, a obiad powinien skladac sie z 1/3 jarzyn niskoweglowadanowych, 1/3 jarzyn wysokoweglowodanowych, 1/3 bialka i 1/3 weglowodanow. Brzmi to bardzo skomplikowanie, ale jest to niezwykle proste: poprawny obiad to miska salaty, (salata ma zaspokoic ten pierwszy glod i fale insuliny jaka sie wydziela na widok jedzenia) i jako danie np mozna zjesC: porcje ogorkow, porcje marchewki, kawalek ryby i troche ryzu. Albo ten ryz zastapic malym deserem. (Mi to jest powtorka dla Ciebie, nie jest prawda ze na obiad mozna jest wszystko, uwazaj na ta pulapke, bo ja w nia wpadlam. Mozesz zjesz cos slodkiego, ale musi to byc bardzo ladnie zbalansowane)A wiec ten nasz obiad dzisiejszy to byl bufet i w tym bufecie jedyna zielenina to byla salata na ozdobe polmiskow, ktora ja powyciagalam. Potem sprobowalam po troszeczku tych mamalyg i sosow, oraz mialam do tego cudowne francuskie biale wino. Desery tez byly mamalagowate wiec sobie odpuscilam :) Jestem z siebie dumna!

Gdybym miala uzyc kolorow aby namalowac Nowy Orlean to bylby tam fiolet, zielen, purpura – w tym miescie swietuje sie karnawal, i ta atmosfera karnawalowa jest wciaz obecna. Nowy Orlean jest bardzo europejski. Jutro rano wyruszam do centrum konferencyjnego. Nasz zjazd oficjalnie rozpoczyna sie jutro i ciekawa jestem czy spotkam jakis polskich naukowcow.

No i wreszcie zaczelam pracowac na tej konferencji, dzis rano prowadzilismy warsztaty dla instruktorow, ktorzy chcieliby uzywac naszego podrecznika. Nasza instytucja wlozyla mase pieniedzy w ten projekt, i wreszcie musimy go zaczac sprzedawac. Bardzo dobrze poszly nam te warsztaty, odbyly sie w malym collegu na przedmiesciach Nowego Orleanu, wiec mialam okazje zobaczyc przepiekne wille budowane w 19 wieku dla bogatych Creoli, ktorzy mieli mase forsy i niewolnikow i zimy spedzali w Nowym Orleanie balujac, flirtujac i zajmujac sie sztuka. Piekne domy, z ogradami troche takie w stylu hiszpanskim. W drodze do collegu mijalismy PRZEPIEKNY cmentarz, zupelnie niezwyklu jak na Ameryke z grobowcami, figurami, rzezbami. Nie moglam od niego oderwac oczu… Ja uwielbiam cmentarze, lubie czytac napisy i ogladac zdjecia na nagrobkach zwlaszcza tych bardzo starych, – mysle ze w ten sposob oswajam swoja smierc, dodaje mi to odwagi ze przeciez tyle ludzi przeszlo przez ten prog. Tak sie zdumalam mijajac ten olbrzymi, piekny cmentarz i nagle slysze jak moj amerykanski i bardzo pragmatyczny szef mowi – „ten cmentarz nie jest w moim stylu, mnie wystarczy plyta w ziemi…”
Obrazuje to jak bardzo pragmatyczne jest amerykanske spoleczenstwo, praktyczne, oszczedne, racjonalne…
(Mi Twoj komentarz do mojej poprzedniej notki jest bardzo trafny, sam Waszyngton nie jest taki zly, natomiast dla nas koncept suburbii jest trudny, bo to ani miasto, ani wies i w dodatku wszedzie daleko.)

Wczoraj wieczor sama blokajac sie wsrod francuskich nowoorleanskich uliczek zjadlam bardzo rozsadny maly obiadek, z duza iloscia salaty i stoczylam ze soba bardzo bolesna bitwe o mala galeczke lodow…. Bitwe wygralam, lodow nie zjadlam i dzisiaj spodnie juz nie wpijaja sie w brzuszysko, umysl ostry, samopoczucie zdrowe. Oczywiscie na warsztaty organizatorzy przyniesli roznego rodzaju ciastka wobec ktorych pozostalam calkiem obojetna, i niestety troche z zalem patrzylam na te bardzo grube kobiety wcinajace te ciastka tak jak kiedys ja sama. Ja zawsze lubilam jesz po kryjomu, zawsze wstydzilam sie jesc na ulicy – tak sobie mysle jakie to nienormalne i smutne. Teraz kidy moj program scisle pozwala mi na trzy posilki, wybieram bardzo starannie. Nie ma mowy o jakis fast foodach, lubie jesc elegancko i wreszcie zaczelam odczuwac ten zdrowy glod, a nie ta chora potrzebe jedzenia non-stop, niczym worek bez dna.

Ale dwa swietne blogi przed chwilka odwiedzilam – zapach-kobiety i mgosia. Obydwa takie sympatyczne i przytulne, chce sie tam wrocic. A poza tym takie staranne, sliczna oprawa, nie ma literowek, az mi sie wstyd zrobilo za ten moj balagan tutaj. To nie mialo byc miejsce publiczne, ale przeciez coraz to nowe mnie osoby odwiedzaja i musze tutaj troche posprzatac. Ale zeby posprzatac musze troszke poznac HTML.

Moja krakowska, sponiewierana, zmeczona i zaniedbana dusza odzyla w Nowym Orleanie. Przez piec godzin chodzilam po starym miescie, po waskich uliczkach, zagladalam w urocze podworeczka, przysiadalm aby posluchac jazzu, wchodzilam do malych galeryjek, ogladalam obrazy, podziwilam antyki, jadlam krewetki, wdychalam gliniany zapach Mississipi ( troche smierdliwy ten zapach ale i tak uroczy… bo taki wislany :)) i odzywalam. Moja dusza zwiednieta i sponiewierana w tym miescie biurokratow, polityki, korkow, jakiegos takiego ubostwa mentalno-artystycznego, czuje sie odrodzona.

Lecac do Nowego Orleanu przeczytalam ciekawy artykul w jednym z babskich magazynow – byly to listy kobiet, ktore osiagnely duzy skces do siebie sprzed kilkadziesieciu lat. Zamyslilam sie nad tym artykulem. Pomyslalm co ja z tej mojej dzisiejszej perspektywy chcialabym sobie mlodszej powiedziec. Poniewaz moje zycie odwrocilo sie do gory nogami w dniu wyjazdu do USA, moje listy do siebie mlodszej bylyby dlugie i zawile. Najciekawszy chyba bylby do tej mnie w szkole podstawowej, kiedy jedna z genialnych nauczycielek wezwala moja mame do szkoly sugerujac ze ja jestem moze niedorozwinieta, bo nie moge sie nauczyc pisac. Moja mama miala wtedy 26 lat i mlode kobiety w tamtych czasach bynajmniej nie byly uczone asertywnosci wiec przeplakala kilka dni, po czym wyslala ojca do szkoly, ktoremu wychowawczyni laskawie zezwolila na moje zostanie w klasie.

Napisalabym do siebie tak:

Martus,
Nie przejmuj sie ze jestes najgorsza uczenica teraz w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie. Dzieci rozwijaja sie roznie, Ciebie poslano do szkoly w wieku 6 lat (po cholere???), zobaczysz ze szybko w starszych klasach nadgonisz
swoje kolezanki i kolegow. Nie przejmuj sie ze sie z Ciebie wysmiewaja ze robisz kleksy, ze caly czas masz niezasznurowane buty, ze jestes jakas taka ciapowata i naiwna. Ty jestes od n wszystkich dzieci o rok mlodsza, rok to bardzo duzo w tym wieku. Poza tym nigdy nie chodzilas do przedszkola gdzie dzieci ucza sie bardzo waznej umiejetnosci: obcowania z innymi dziecmi. Ty od 4-roku zycia zostawals w domu z niania, ktora niestety regularnie Cie bila, a Ty balas sie powiedziec o tym rodzicom. Po twarzy, po plecach gdzie popadnie – to byla wstretna Ukrainka ktora uwielbiala Twojego malego i kochanego brata, a ciebie nie znosila. Dopiero kiedy polala sie krew, rodzice zorientowali sie co sie stalo i nianie wyrzucili. To bylo bardzo bolesne doswiadczenie, i nie dziwne ze w szkole adoptowalas sie po prostu zle. Ale to doswiadczenie pomoze byc Ci lepsza mama, pomoze Ci wybrac najlepsze z mozliwych przedszkole dla swojego dziecka, nawiazac bardzo dobry kontakt z dziecmi swojego meza, byc bardzo uwazna aby nie zranic dzieciecej psychiki trojki chlopcow ktora masz w domu. To doswiadczenie tez spowoduje ze kiedy bedziesz starsza bedziesz pomagac dzieciom w domu dziecka, a byc moze doprowadzi do tego ze moze zaadoptujesz malenka dziewczynke i dasz jej dom. To dziecinstwo tez zawazylo na tym, ze gdy wybieralas meza, zawsze patrzylas na to jakim bedzie ojcem i zrobilas dobry wybor. A wiec nie przejmuj sie ze jestes inna, gorsza – jestes tak samo zdolna jak dzieci w Twojej klasie tylko po prostu mlodsza, kiedy bedziesz w piatej klasie trudy akademickie beda juz za Toba, ale niestety zycie nie stanie sie latwiejsze. Ale to temat na inne wspominki.


  • RSS